|
||||||||||
![]() |
||||||||||
Felieton: Legendarne mecze cz.3
niedziela, 15.11.2009
dodany przez: Przemcio19 -
ocena:
![]()
Przedstawiam Wam drodzy czytelnicy, kolejny odcinek felietonu pt: Legendarne Mecze. Dzisiejszy felieton poświęcony jest finałowi Champions League w Paryżu, gdzie Barcelona po zaciętym pojedynku pokonała Arsenal Londyn 2:1.
Zapraszam do lektury: Finał Ligi Mistrzów Barcelona - Arsenal Londyn 17 maja 2006 roku, Stade de France w Paryżu Dokładnie dwanaście lat i jeden dzień po swoim ostatnim finale Ligi Mistrzów, FC Barcelona staneła przed kolejną szansą zdobycia Pucharu Europy. Jej przeciwnikiem był Arsenal Londyn, zespół, który jeszcze nigdy w swej historii takiej okazji nie miał. Katalończycy w sezonie 2005/06 drugi raz z rzędu zdobyli mistrzostwo Hiszpanii i wiele osób zastanawiało się, czy Frank Rijkaard stworzył tak mocny zespół, jakim kiedyś dysponował Johan Cruyff, jego sławny poprzednik na trenerskiej ławce. Mającej w swym składzie największych tuzów światowej piłki Blaugranie do pełni szczęścia brakowało spektakularnego sukcesu na arenie międzynarodowej. A że nie ma na tym polu cenniejszego trofeum od zwycięstwa w Lidze Mistrzów, Barcelona staneła przed niepowtarzalną szansą. Największa gwiazda jaką w swym składzie posiadał Arsene Wenger, to bezsprzecznie Thierry Henry. Smaczku temu meczowi dodawał fakt, że francuskim napastnikiem interesowała się właśnie Barcelona. Mecz finałowy odbył się w Paryżu na francuzkim stadionie narodowym Stade de France, na którym zasiadało wtedy blisko 80 tysięcy widzów. Frank Rijkaard wybrał na ten mecz następującą jedenastkę: Victor Valdes - Oleguer, Carles Puyol, Rafael Marquez, Gio van Bronckhorst - Edmilson , Mark van Bommel, Deco - Ludovic Giuly, Ronaldinho, Samuel Eto'o. Początek meczy był wyrównany. Mimo że to Barca częściej była w posiadaniu piłki, obie drużyny raz po raz stwarzały groźne sytuacje. W 18 minucie meczu doszło do niezwykle istotnego zdarzenia. Pędzący w stronę bramki Arsenalu Eto'o został brutalnie powalony tuż przed polem karnym przez interweniującego Jensa Lehmana. Do wykopniętej spod nóg napastnika Barcelony piłki dobiegł jego partner z drużyny Ludovic Giuly i następnie skierował ją do pustej bramki. Gdy zawodnicy Blaugrany i wszyscy ich sympatycy cieszyli się z objęcia prowadzenia, sędzia szybko zgasił tę radość. Odgwizdał rzut wolny i nie uznał tego gola. Jednym pocieszeniem było osłabienia Arsenalu. Z boiska wyleciał ich bramkarz po ujrzeniu czerwonej kartki. Wobec gry z przewagą jednego zawodnika kwestią czasu wydawało się stłamszenie przeciwnika i wbicie kolejnych, tym razem prawidłowych goli. Tym większy szok musiała przeżyć ta część stadionu, która sympatykowała z Barcą, gdyż w 36 minucie do dośrodkowania Henry'ego najwyżej wyskoczył Sol Campbell, który mocnym strzałem głową skierował piłkę do siatki. Nieoczekiwanie to Kanonierzy znaleźli się bliżej upragnionego zwycięstwa. Po przerwie Barcelona jeszcze mocniej napierała, jednakże kolejne fale jej ataków rozbijały się na skale angielskiej defensywy. Pomimo ogromnej przewagi w posiadaniu piłki i liczbie strzałów oddanych na bramkę Almunii wydawała się po prostu bezsilna. Nie miała żadnego pomysłu na sforsowanie obrony, kiepsko prezentował się lider, Barcy - Ronaldinho. W 61 u 71 minucie Rijkaard zdecydował się zdjąć z boiska bezbarwnego van Bommela oraz następnie popełniającego coraz więcej błędów Oleguera. W ich miejsce wpuścił kolejno, Larssona i Bellettiego. Zmiany okazały sie kluczowe dla końcowego wyniku spotkania. W 76 minucie Larsson dokładnym podaniem wypuścił lewą stroną Samuela Eto'o, a kameruński napastnik pewnie pokonał bezradnego golkipera Arsenalu. Jeszcze Londyńczycy nie zdołali do końca otrząsnąć się z utraty bramki, gdyż po pięciu minutach Blaugrana zadała im decydujący cios. Kolejne podanie rozgrywającego doskonałe zawody Szweda napotkało wbiegającego w pole karne Bellettiego. Po strzale bocznego obrońcy piłka odbiła się od nóg bramkarza, po czym przekroczyła linię bramkową. Przez ostatnie 20 minut spotkania Katalończykom nie pozostawało nic innego do zrobienia, jak mądrze przetrzymując piłkę, kontrolować boiskowe wydarzenia. Po końcowym gwizdku, będącego tego wieczoru w nie najlepszej dyspozycji, norweskiego arbitra, w obozie Barcy zapanowała nieopisana radość. Tym większa, że było to dopiero drugie zwycięstwo w najbardziej elitarnych rozgrywkach. Inne wiadomością powiązane tagami : Liga Mistrzów, Barca, Felieton Komentarze
Skomentuj
|
|
|||||||||